Wakacyjne piątki z dawną prasą (4)

Dobroczyńcy grabowieckiego kościoła

Od Jana Grondzkiego do rodziny Wikenhagenów

W cytatach zachowano pisownię i słownictwo źródeł. Poprawiono jedynie oczywiste błędy druku oraz zniekształcenia powstałe podczas cyfrowego rozpoznawania tekstu.

Historia wyposażenia grabowieckiego kościoła nie jest wyłącznie historią kolejnych remontów. Za ołtarzami, posadzką, organami i dzwonami stali konkretni ludzie oraz całe grupy parafian. Jedni przekazywali znaczne kwoty w testamentach, inni zbierali składki, finansowali połowę kosztów przedsięwzięcia albo ofiarowywali własną pracę. Czasem fundator pochodził spoza miejscowości i jego związku z Grabowcem nie potrafimy już wyjaśnić. Czasem za fundacją stała rodzina z pobliskiej wsi, która w inskrypcji na dzwonie pozostawiła własne nazwisko, religijną intencję i świadectwo przeżyć wojennych.

Trzy publikacje prasowe z lat 1907–1924 pozwalają prześledzić tę historię od zapisu testamentowego Jana Grondzkiego, przez wielką akcję odnowienia kościoła w 1912 roku, aż po działalność Karola i Matyldy Wikenhagenów po pierwszej wojnie światowej.

Źródła te nie tworzą pełnej dokumentacji finansowej parafii. Nie podają kosztorysów, rachunków ani wszystkich nazwisk ofiarodawców. Pozwalają jednak zobaczyć, w jaki sposób w ciągu niespełna dwóch dziesięcioleci fundowano, odnawiano i ponownie wyposażano grabowiecką świątynię.

Pięć tysięcy rubli od nieznanego dobroczyńcy

Najwcześniejsza wiadomość ukazała się 7 sierpnia 1907 roku w dzienniku „Polak-Katolik”. Nosiła krótki tytuł: „Hojny zapis”. Informowała o śmierci Jana Grondzkiego, który niemal cały majątek przeznaczył na cele kościelne, dobroczynne i społeczne:

„Hojny zapis. Zmarły przed kilku dniami w Warszawie ś. p. Jan Grondzki zapisał na cele publiczne cały niemal swój majątek. Zapisy wynoszą: 5,000 rb. na kościół w Grabowcu, pow. Iłżeckiego; 4,000 rb. na przytułek im. Sobańskiego na ul. Wiejskiej w Warszawie; 1,000 na zakład św. Stanisława Kostki dla kalek w Warszawie, 1,000 rb. na Przytulisko na ul. Wiejskiej w Warszawie, 1,000 rb. na biuro informacyi o nędzy wyjątkowej w Warszawie, 1,000 rb. na schronienie dla nauczycielek w Warszawie, 1,000 rb. na schronienie dla szwaczek w Warszawie, 1,000 rb. na Macierz Polską w Warszawie, 2,000 rb. dla zarządu cmentarza Powązkowskiego. Pozostały majątek zmarły zapisał na budowę nowego kościoła rzymsko-katolickiego w Warszawie. Pisma warszawskie podają, że po potrąceniu wyszczególnionych legatów, na budowę kościoła pozostanie około 500,000 rubli. Egzekutorem testamentu mianowany został adw. przys. Dworzaczek, ewentualnie ksiądz prałat Siewierski”.

Zapis przeznaczony dla Grabowca był największym z wymienionych szczegółowo legatów poza główną sumą pozostawioną na budowę nowego kościoła w Warszawie. Pięć tysięcy rubli stanowiło kwotę znaczną, zwłaszcza dla wiejskiej parafii w powiecie iłżeckim.

Nie wiadomo jednak, dlaczego Jan Grondzki pamiętał właśnie o Grabowcu. Gazeta nie podaje jego miejsca urodzenia, zawodu, rodziny ani związków z regionem. Nie wiemy, czy pochodził z parafii, posiadał tu krewnych, czy może łączyła go z kościołem osobista historia.

Nie można również na podstawie samej notatki stwierdzić, czy zapis został ostatecznie wypłacony i na jaki cel go przeznaczono. Testament musiał zostać wykonany, a legat mógł podlegać procedurom spadkowym, zatwierdzeniu i rozliczeniu. Bez odnalezienia akt testamentowych, korespondencji parafii albo zapisów rachunkowych nie należy automatycznie łączyć pieniędzy Grondzkiego z konkretnym ołtarzem czy remontem.

Wiadomość z 1907 roku pozostawia więc ważną, ale niedokończoną opowieść: znamy nazwisko dobroczyńcy i wysokość daru, nie znamy natomiast jego motywacji ani dalszych losów pieniędzy.

Kościół „odrapany i ubogi”

Pięć lat później „Gazeta Świąteczna” zamieściła obszerną korespondencję podpisaną przez „Parafjan grabowieckich”. Jej autorzy opisywali uroczyste wprowadzenie obrazu Matki Boskiej Szkaplerznej do nowego ołtarza, ale przy tej okazji przedstawili szeroki program przemian dokonanych w kościele i jego otoczeniu.

Najpierw przypomnieli wcześniejszy stan świątyni:

„Na rynku proboszcz wypowiedział wzruszającą mowę, dziękując parafjanom za ofiary i wszelkie przysługi dla Matki Najświętszej. Wreszcie wniesiono obraz do świątyni i umieszczono w nowym, bogatym wielkim ołtarzu, a ksiądz proboszcz J. Fajkowski, dopełniwszy obrzędu poświęcenia, odprawił sumę. Po nabożeństwie parafjanie dziękowali mu serdecznie, iż przyczynił się do tego, że dziś z radością oglądają nowy ołtarz i obraz.

Kościół w Grabowcu blizko 300 lat temu konsekrowany, sam w sobie jest ładny, ale dość odrapany i ubogi. Dotychczas nie było żadnego ołtarza ozdobnego; nawet nad wielkim ołtarzem był tylko goły obraz na ścianie”.

Informację o niemal trzystuletnim wieku kościoła trzeba traktować jako świadectwo ówczesnej tradycji parafialnej, a nie precyzyjne datowanie obecnego budynku. Dla korespondentów najważniejszy był kontrast pomiędzy dawnym ubóstwem wyposażenia a przemianą widoczną w 1912 roku.

Ołtarze ze składek parafian

Nowe wyposażenie nie zostało przedstawione jako dar jednego zamożnego fundatora. Powstało dzięki współdziałaniu różnych grup:

„A dziś z dobrowolnych składek parafjan stanął wspaniały wielki ołtarz i dwa boczne w rogach. Boczny ołtarz Św. Franciszka sprawili tercjarze, drugi — młodzież kółek różańcowych”.

Każda fundacja miała własne środowisko. Wielki ołtarz sfinansowano z dobrowolnych składek całej parafii. Ołtarz św. Franciszka wystawili tercjarze, czyli świeccy członkowie trzeciego zakonu franciszkańskiego. Drugi ołtarz boczny był dziełem młodzieży należącej do kółek różańcowych.

Układ ten pokazuje, że wspólnota parafialna nie była jednorodną masą ofiarodawców. Działały w niej grupy posiadające własną organizację, religijność i zdolność zbierania pieniędzy. Fundacja ołtarza stawała się zarazem publicznym świadectwem ich obecności.

Korespondencja nie wymienia wysokości poszczególnych składek. Można jednak przypuszczać, że zbierano je przez dłuższy czas. W przypadku młodzieży różańcowej ofiary mogły być niewielkie jednostkowo, lecz ich suma pozwoliła sfinansować znaczący element wyposażenia świątyni.

Wydatki proboszcza J. Fajkowskiego

W dalszej części listu autorzy oddzielili fundacje parafian od inwestycji pokrytych przez proboszcza:

„Dawniej posadzka w kościele była z piaskowca, i zawsze był wielki kurz, a dziś za staraniem proboszcza mamy posadzkę marmurową. U wejścia na cmentarz była licha furtka; obecnie jest na tem miejscu sprawiona kosztem proboszcza brama kuta żelazna. I plebanja również jego kosztem została powiększona. Pod oknami plebanji miała stanąć kuźnia, ale on do tego nie dopuścił, bo kupił ten plac za swoje pieniądze dla kościoła”.

Proboszcz J. Fajkowski finansował więc nie tylko wyposażenie bezpośrednio związane z kultem. Pokrył koszt kutej bramy, rozbudowy plebanii oraz zakupu ziemi sąsiadującej z zabudowaniami parafialnymi. Dzięki wykupieniu działki zapobiegł wzniesieniu kuźni pod oknami plebanii i trwale powiększył własność kościoła.

Źródło przypisuje mu także zasadniczą rolę przy przebudowie grabowieckiego rynku:

„Na rynku w Grabowcu było cuchnące błoto. Ale i tu proboszcz nas póty nad tem pracował, póty chodził od domu do domu i prosił mieszczan i wioski, aż nareszcie ten wyziew zaraźliwy zasypano. Przez dwa tygodnie posyłał swoje konie i czeladź, aż 5 tysięcy fur ziemi nawieźli i usypali kopiec, na którym stanęła sprawiona kosztem proboszcza piękna kolumna, a na niej posąg św. Florjana, patrona od ognia. Wszystko to przy dobrej woli zrobione zostało w krótkim czasie”.

Korespondencja jest zdecydowanie pochwalna. Proboszcz występuje jako inicjator, organizator i fundator. Autorzy nie wymieniają natomiast nazwisk mieszczan, gospodarzy ani mieszkańców okolicznych wsi, którzy dostarczali wozy, konie i pracę.

Warto więc zachować właściwe proporcje. Ks. Fajkowski był bez wątpienia siłą napędową przedsięwzięć, ale ich wykonanie wymagało udziału całej społeczności. Fundator nie zawsze był jedynym wykonawcą, podobnie jak zbiorowa ofiarność parafian nie wykluczała prywatnych nakładów duchownego.

Wojna zniszczyła to, co wcześniej budowano

Kilka lat po opisanych pracach nadeszła pierwsza wojna światowa. Grabowiecki kościół został uszkodzony pociskami, dzwonnica spłonęła, a dzwony zabrano. Stare organy przestały grać. Po odzyskaniu niepodległości rozpoczęła się kolejna epoka fundacji — tym razem nie służących upiększeniu świątyni, lecz naprawianiu zniszczeń wojennych.

W korespondencji z 1923 roku „Parafjanka” pisała:

„Ale nie koniec na tem. Zniszczony podczas wojny kościół w rok niespełna naprawiono, a zasługa to księdza Drabowicza, który potrafił zachęcić parafjan do dbałości o własny dom Boży. Nie było tylko jeszcze organów, bo dawne były zniszczone. Dzięki staraniom księdza proboszcza i ofiarności parafjan kilka miesięcy upłynęło, a już i organy zostały odnowione. Kiedy zagrano na nich, niejeden ze wzruszonem do głębi sercem wznosił modły do Pana Niebios za swego pasterza, któremu można zawdzięczać to dzieło”.

Tekst ma podobny charakter jak korespondencja z 1912 roku. Również tutaj główna rola przypada proboszczowi, tym razem ks. Józefowi Drabowiczowi, który miał pobudzić parafian do działania.

Rok później anonimowy „Proboszcz” podał jednak dokładniejsze informacje o finansowaniu organów:

„W 1922 roku p. Karol i Matylda Wikenhagenowie z Borsuk pokryli połowę, a ludność wiejska drugą połowę kosztów odnowienia starych, niegrających organów. Odnawiał je zakład Jagodzińskiego w Garbatce”.

Przedsięwzięcie miało więc dwóch zbiorowych fundatorów. Połowę kosztów ponieśli Karol i Matylda Wikenhagenowie, drugą połowę — mieszkańcy wsi parafialnych. Naprawę powierzono wyspecjalizowanemu zakładowi Jagodzińskiego w Garbatce.

Organy nie zostały kupione jako nowe. Odnowiono dawny, nieczynny instrument, przywracając mu funkcję liturgiczną. Była to zatem jednocześnie fundacja i działanie konserwatorskie, choć współczesne źródło nie używa takiego określenia.

Karol i Matylda Wikenhagenowie

Korespondencja z 1924 roku pokazuje, że udział rodziny Wikenhagenów nie ograniczał się do organów. Gdy parafia odzyskała jeden z dzwonów zabranych podczas wojny, małżonkowie ufundowali drugi:

„W styczniu tego roku parafja wykupiła jeden z zabranych dzwonów, a p. Wikenhagenowie kupili dzwon nowy, wagi 193 kilogramów. Nowy ten dzwon ma wyryty piękny napis: »Panu Bogu na chwałę po ocaleniu Ojczyzny i synów. Rok 1924. Karol i Matylda Wikenhagenowie z Borsuk«”.

Inskrypcja pozwala poznać motywację fundatorów dokładniej niż w przypadku Jana Grondzkiego. Dzwon był dziękczynieniem za ocalenie „Ojczyzny i synów”. Połączono w tym zdaniu historię narodową z rodzinną.

„Ocalenie Ojczyzny” odnosiło się do odzyskania przez Polskę niepodległości po latach zaborów i wojennej okupacji. „Ocalenie synów” było podziękowaniem za powrót lub przeżycie dzieci fundatorów. Nie znamy ich imion ani wojennych losów, ale sam napis wskazuje, że fundacja wyrastała z doświadczenia zagrożenia i wdzięczności za przetrwanie.

Dzwon ważący 193 kilogramy nie był więc jedynie elementem wyposażenia. Stał się pomnikiem religijnym, rodzinnym i patriotycznym. Każde jego użycie przypominało nazwiska fundatorów oraz intencję, którą zapisali w metalu.

Fundacja prywatna i wysiłek całej parafii

Autor korespondencji wyraźnie podkreślał znaczenie Wikenhagenów, szczególnie Matyldy:

„Tak więc przy pomocy Bożej, przy wielkiej ofiarności, zwłaszcza p. Wikenhagenowej, i przy powszechnej dobrej woli straty wojenne naprawiamy, a i coś nowego dodajemy”.

To zdanie dobrze opisuje mechanizm grabowieckich fundacji. Prywatna ofiarność nie zastępowała zaangażowania mieszkańców. Łączyła się z nim. Wikenhagenowie pokryli połowę kosztów organów, ale drugą połowę zebrała ludność wiejska. Kupili nowy dzwon, podczas gdy parafia wspólnym wysiłkiem wykupiła jeden z instrumentów zabranych w czasie wojny.

Podobnie było w 1912 roku. Proboszcz finansował bramę, część prac przy plebanii, grunt i figurę św. Floriana, lecz ołtarze powstawały ze składek parafian, tercjarzy oraz młodzieży różańcowej. W Grabowcu dobroczyńcą mógł być więc zarówno zamożny testator, jak i członek bractwa odkładający drobną kwotę na wspólny ołtarz.

Trzy modele dobroczynności

Analizowane źródła pokazują trzy odmienne formy wspierania kościoła.

Pierwszą reprezentuje Jan Grondzki. Był testatorem, który przekazał pieniądze po śmierci. Jego zapis miał charakter jednorazowy i został włączony do szerokiego programu dobroczynnego obejmującego kościoły, przytułki, schroniska i instytucje społeczne.

Drugą formą była zbiorowa ofiarność parafian. W 1912 roku dobrowolne składki pozwoliły wystawić wielki ołtarz, tercjarze ufundowali ołtarz św. Franciszka, a młodzież różańcowa — drugi ołtarz boczny. Po wojnie mieszkańcy pokryli połowę kosztów naprawy organów i wspólnie wykupili zabrany dzwon.

Trzeci model tworzyły fundacje osobiste proboszczów i rodziny Wikenhagenów. Ks. Fajkowski wydawał własne pieniądze na bramę, plebanię, grunt i figurę. Karol i Matylda Wikenhagenowie finansowali organy oraz nowy dzwon, nadając ostatniej fundacji wyraźny sens patriotyczny i rodzinny.

Źródła nie pozwalają obliczyć pełnej wartości wszystkich darów ani ustalić, czy zapis Jana Grondzkiego przyczynił się do inwestycji opisanych pięć lat później. Pozwalają jednak zobaczyć ciągłość zaangażowania. Grabowiecki kościół nie był utrzymywany wyłącznie przez jednego kolatora czy zamożnego patrona. Jego wyposażenie powstawało dzięki nakładaniu się testamentów, prywatnych fundacji, zbiorowych składek i pracy organizacyjnej duchownych.

Najtrwalszym świadectwem pozostawały przedmioty: ołtarze, marmurowa posadzka, odnowione organy i dzwon z napisem. Za każdym z nich stała inna historia ofiary. Jedna prowadziła do nieznanego bliżej Jana Grondzkiego w Warszawie. Druga do tercjarzy i młodzieży różańcowej. Trzecia do Karola i Matyldy Wikenhagenów z Borsuk, którzy po wojnie dziękowali za ocalenie Polski i własnych synów.

Wykorzystane źródła

„Hojny zapis”, „Polak-Katolik”, R. 2, nr 178, Lublin, 7 sierpnia 1907 roku, s. 3.

„Z Grabowca, miasteczka w gubernji radomskiej”, „Gazeta Świąteczna”, R. 32, nr 39 (1652), Warszawa 1912, korespondencja podpisana „Parafjanie grabowieccy”.

„Z parafji Grabowieckiej w powiecie iłskim”, „Gazeta Świąteczna”, R. 43, nr 21 (2208), Warszawa 1923, korespondencja podpisana „Parafjanka”.

„Z Grabowca w powiecie iłskim, w stronach radomskich”, „Gazeta Świąteczna”, R. 44, nr 9 (2248), Warszawa, 2 marca 1924 roku, korespondencja podpisana „Proboszcz”.

error: Content is protected !!
Polityka cookies i prywatności

Strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celu niezbędnym do prawidłowego działania serwisu, dostosowania strony do indywidualnych preferencji użytkownika oraz statystyk. Wyłączenie zapisywania plików cookies jest możliwe w ustawieniach każdej przeglądarki internetowej, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie informacji w plikach cookies należy opuścić stronę.

Zaznacz cookies, które akceptujesz:
Powrót